Aktualności

Noc Świętojańska

20.6.2020

W dawnej tradycji początek lata był okazją do radosnego świętowania. W czasie najkrótszej nocy w roku (z 23 na 24 czerwca) i w następujący po niej dzień (24 czerwca) obchodzono starodawne pogańskie święto powitania lata zwane na Śląsku i Podkarpaciu sobótką, na Warmii i Mazurach – palinocką, a na Mazowszu i Podlasiu - kupalnocką. Jego obchody zaczynano już w dzień poprzedzający, upamiętniający wigilię św. Jana Chrzciciela. Dawne zwyczaje sobótkowe opisał Jan Kochanowski w poemacie Pieśń świętojańska                         o Sobótce:

 

Sobótkę, jako czas niesie,

Zapalono w Czarnym Lesie.

Tam goście, tam i domowi

Sypali sie ku ogniowi;

Bąki zaraz troje grały,

A sady sie sprzeciwiały.

Siedli wszyscy na murawie,

Potem wstało sześć par prawie

Dziewek jednako ubranych

I bylicą przepasanych.

Wszystkie śpiewać nauczone,

W tańcu także niezganione;

Więc koleją zaczynały,

A pierwszej tak począć dały:

…Piękna nocy, życz pogody,

Broń wiatrów i nagłej wody.

Dziś przyszedł czas, że na dworze

Mamy czekać rannej zorze.

Tak to nam matki podały

Same także drugich miały,

Ze na dzień świętego Jana

Zawdy Sobótka palana.

Dzieci rady mej słuchajcie,

Ojcowski rząd zachowajcie,

Święto niechaj świętem będzie,

Tak bywało przed tym wszędzie…

…A teraz ten wieczór sławny,

Święćmy jako zwyczaj dawny

Niecąc ognie do świtania

Nie bez pieśni, nie bez grania.

 

W tę niezwykłą noc dziewczęta i chłopcy gromadzili się na wzgórzach i leśnych polanach, gdzie rozpalano wielkie ogniska zwane sobótkami. Odgrywały one  w obrzędach szczególną rolę, a ogień krzesano w pierwotny sposób przez pocieranie o siebie kawałkami suchego drewna. Wokół rozpalonych ognisk tańczyły i śpiewały ubrane na biało dziewczęta, przepasane zielem bylicy, mającym niezwykłą moc. Wierzono, że w tę noc ogień ma właściwości magiczne, oczyszczające, oddziaływujące ze wzmożoną siłą po wrzuceniu do niego ziela bylicy. Roślina ta w sposób nadzwyczajny miała chronić przed czarami, urokami i złymi mocami czarownic.

Noc świętojańska w szczególny sposób miała łączyć w pary ludzkie serca. Dlatego uważano ją za doskonałą okazję na zaloty i miłosne wyznania. Chłopcy rywalizowali między sobą o względy dziewcząt, przychodzili do ognisk i popisywali się umiejętnościami, skacząc przez płomienie. Chcieli w ten sposób dowieść swojej zręczności, odwagi i wielkiej miłości do wybranki serca. Również dziewczęta, łącząc się z chłopcami w pary i mocno trzymając się za ręce, skakały przez ogniska. Wierzono, że udany skok wróżył szczęśliwą miłość i wierność aż po grób.

Ważną rolę w obchodach odgrywał legendarny kwiat paproci. Zakwitał o północy w wigilię św. Jana tylko na chwilę, a strzegły go czarownice, diabły i różne potwory. Gdy tylko zapadał zmrok zaczynało bić od niego światło wskazujące drogę do ukrytego skarbu. Wierzono, że kwiat ten obdarzał szczęściem, majątkiem oraz wszelkimi mądrościami tego kto go znajdzie. Szukając kwiatu należało rozebrać się do naga, przepasać zielem bylicy, różańcem lub szkaplerzem, trzymać w ręku Pismo Święte, modlitewnik lub inną pobożną książkę, a gdy już się go odnalazło, nakreślić wokół niego krąg święconą kredą. Czekając na kwiat należało rozłożyć pod krzakiem białe sukno lub płótno, a najlepiej obrus zabrany z ołtarza, następnie strącić kwiat, zawinąć w materiał i, niosąc w milczeniu, przynieść do domu. Uważano też, że kwiat paproci zapewni znalazcy niewidzialność, gdy ten będzie tego potrzebował

Poszukiwanie kwiatu paproci było pretekstem do spotkań zakochanych i wyznań miłosnych. Młodzi mogli wówczas oddalić się wspólnie od gromady i udać na samotny spacer po lesie.

Wierzenia i obrzędy świętojańskie w szczególny sposób łączą się z roślinami zarówno tymi uprawianymi, jak i rosnącymi dziko. Wierzono, że w tę noc ziele bylicy, piołun, dziurawiec, mięta, ruta, biedrzeniec, czarny bez, gałązki i liście leszczyny nabierają leczniczych i magicznych mocy. Właśnie tej nocy czarownice odbywały swoje sabaty i stawały się bardzo niebezpieczne. Ziele bylicy miało zwalczać czarownice i nie dopuścić do tego, by jakiekolwiek zło przekroczyło progi domostwa. Wieszano je więc na drzwiach domów, obór i stajen, wtykano w strzechy, okna i płoty, wszywano w noszoną odzież oraz wrzucano w sobótkowe ogniska przeciw czarom i urokom wołając:

 

Niechaj ruta w ogniu trzeszczy,

Czarownica w ogniu wrzeszczy!

Niech bylicy gałąź pęka,

Czarownica w ogniu stęka!

 


Zielem bylicy przepasały się nie tylko tańczące i śpiewające wokół ognisk dziewczęta, ale również dojrzałe kobiety. Miało chronić je od bólu krzyża w czasie odbywających się w lecie prac gospodarskich i domowych, a także zwiększać płodność i przyczynić się do bezproblemowych i lekkich porodów. Roślina zwana nasięźrzałem również miała szczególne znaczenie, zwłaszcza dla dziewcząt chcących wyjść jak najszybciej za mąż. O północy udawały się one na polanę, gdzie rosło ziele, tam rozbierały się do naga, rozpuszczały włosy, kąpały w nocnej rosie i chwytając ziele wypowiadały miłosne zaklęcie:

 

Nasięźrzale, rwę cię śmiale,

Pięcią palcy, szóstą dłonią,

Niech się chłopcy za mną gonią;

Po stodole, po oborze,

Dopomagaj, Panie Boże!

 

W wigilię św. Jana nadzwyczajnych mocy nabierała też woda. Wierzono, że zanurzenie się w stawie, strumieniu lub rzece albo skapanie w nocnej rosie sprawi, że ciało stanie się zdrowe, czyste, piękne i powabne, a kąpiel taka zapewni odwzajemnioną, szczerą miłość, udane małżeństwo i szczęśliwe rodzicielstwo. Z tego powodu zarówno dziewczęta, jak i chłopcy kapali się ochoczo lub kładli na trawie z rosą. Uważano też, że wodniki i utopce czyhają na nierozsądnie zażywających kąpieli i mogą wciągnąć ich do wody. Dlatego dopiero następnego dnia można było bezpiecznie się kapać w akwenach wodnych.

Najważniejszym zwyczajem zachowanym do naszych czasów jest puszczanie na wodę kolorowych wianków lub rzucanie ich na drzewa. Dziewczęta wiły wianki jako symbol panieństwa. Wykonywały je z kwiatów polnych i ogrodowych: z chabrów, maków, rumianków, ruty i różyczek. Następnie upleciony wianek przywiązywały do deseczki i z przyczepionym wcześniej łuczywem lub świeczką puszczały na wodę. Podczas tego śpiewały, obserwując płynące wianki:

 

Są na boru fijołecki,

Pójdziewa na nie,

Pójdziewa na nie.

Uwijewa dwa wionecki,

Na zalecanie, bodej go,

Na zalecanie.

Uwijewa dwa wionecki,

Puszcze po wodzie,

Puszcze po wodzie.

I zobocze, i zobocze,

Kogo dostanę, bodej go,

Kogo dostanę.

Który chłopok złapie wionek,

Wyciągnie z wody,

Wyciągnie z wody.

Ten za miesiąc, albo za dwa

Już mój pan młody, bodej go,

Już mój pan młody.

albo

Wianku, wianku różany,

Na sobótki zwijany,

Zbierałam cię ranną rosą,

Niech cię fale w dal poniosą,

Wianku różany, wianku różany.

Płynie rzeka, hej płynie,

Po dalekiej dolinie,

Rzucę wianek, hen daleko,

Niech popłynie razem z rzeką,

Wianek różany, wianek różany.

Wodo, wodo daleka,

Nie zatapiaj wianeczka,

Niech go złapie chłopak luby,

Niech się spełnią wieczne śluby,

Wianku różany, wianku różany.

 

      

 

                     

 

Wianki płynęły z wodą, a poniżej czekali chłopcy i próbowali je wyłowić. Z już wyłowionymi wracali do świętującej gromady, by zidentyfikować ich właścicielki. Młodzi, dobrani w ten sposób, mogli kojarzyć się w pary bez obrazy obyczaju, nie narażając się na złośliwe komentarze i drwiny. Jeśli wianek wyłowił ten jeden, jedyny ukochany, była to najlepsza wróżba oznaczająca miłość, szybkie zamążpójście i szczęśliwe życie. Jeśli jednak wianek zaplątał się w szuwarach, poddał wirowaniu wody, przewrócił się, zatonął lub, co gorsza, zgasła w nim świeczka, oznaczało to kłopoty miłosne i życiowe, nieodwzajemnioną miłość, staropanieństwo, samotne wychowywanie nieślubnego dziecka, smutek, zgryzotę, a nawet przedwczesną śmierć dziewczyny. Za niektórymi wiankami uganiało się po wodzie kilku chłopców na raz. Dla dziewczyn była to dobra wróżba, gdyż szybko mogły spodziewać się wesela.

Niektóre dziewczyny puszczały wianki z ukrytymi w kwiatach wierszami:

Już dwunasty roczek jak puszczam mój wianek!
Może wreszcie w trzynastym zdarzy się kochanek.

 

Płyń wianeczku a nie wróć,

Me ciężkie cierpienia skróć.

 

A ty chłopcze chwyć go schwyć,

Byś mym mężem mógł już być.

 

Co rok puszczam mój wianeczek,

Co rok mija mnie czepeczek.

 

Mój wianek różany

Pewnie nie utonie,

Jasieczek kochany

Ujmie go w swe dłonie.

 

Czasem dziewczyny puszczały po dwa wianki obserwując jak poruszają się po wodzie. Miało to wielkie znaczenie, ponieważ, gdy oba szybko oddalały się od brzegu, płynęły równo z prądem, podpłynęły blisko siebie lub zostały wyłowione przez chłopaka, wróżyło to miłość, szybkie zamążpójście i szczęśliwe życie. Uważano, że wianek powinien być zachowany aż do dnia ślubu, jednak nie każdej dziewczynie się to udawało. Kiedy wianek zabierał w noc świętojańską jej ukochany, wierzyła, że nie zawiedzie jej i pozostanie wierny aż do ślubu.

 Mateusz Kitel

Źródła:

Ogrodowska B.: Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne. Warszawa 2007.

Pośpiech J.: Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku. Opole 1989.

Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce. Warszawa 2000.

https://pl.wikipedia.org/wiki/NocKupa%C5%82y

https://www.polskatradycja.pl/folklor/swieta/letnie/noc-swietojanska.html

 

 

 

 


powrót